Nagle poczułem niebezpieczeństwo... Akatsuki! Naruto! Zawróciłem i zacząłem biec. Śnieg padał coraz mocniej... traciłem ślad...
- Naruto!- wrzasnąłem... dziwne? Martwiłem się o niego... nic mi nie
odpowiedziało...- Naruto!- powtórzyłem głośniej. Zacząłem biec coraz
szybciej. Wkrótce zobaczyłem plamę w oddali... człowiek... śnieg padał
już tak mocno, że nic nie widziałem. Itachi! Wyjąłem miecz i rzuciłem
się na niego. Przycisnąłem go do ziemi i przystawiłem miecz do jego
gardła.- Gdzie! Gdzie on jest?!- wrzasnąłem, a on zmienił się w ptaki...
szybko wstałem i odwróciłem się. Nikogo tu nie było... nawet nie
zauważyłem, że mam Sharingana...- Naruto?- powiedziałem i zacząłem się
rozglądać. Gdzie on jest... zobaczyłem kogoś przy drzewie. Powoli
zacząłem tam iść. Zobaczyłem tego idiotę...- Naruto!- krzyknąłem i do
niego podbiegłem.- Nic Ci nie jest? Itachi Cię nie złapał?
- Co?
- Itachi tu był... Akatsuki Cię ściga, lepiej uważaj...- pokiwał głową.
Złapałem go za nadgarstek.- Zwiewajmy stąd... jeszcze spotkamy Kisame,
albo Deidarę...- zaczęliśmy biec. Kiedy byliśmy już daleko
zwolniliśmy... mimo, że jesteśmy kilka kilometrów dalej, czuję, że ktoś
tu jest...- Naruto...
- Co?
- Uważaj... ktoś ciągle nas śledzi...- warknąłem. Ostatnie co pamiętam,
to to, że usłyszałem świst, który był coraz głośniejszy, odwróciłem
głowę i zobaczyłem kunai, który kilka sekund później znalazł się kilka
milimetrów od mojego serca. Upadłem i spojrzałem na Naruto, a potem na
czerwoną plamę, która wypływała z mojej lewej piersi i ust...
(Naruto?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz